wtorek, 7 lipca 2020

Monolog z książką - "Mniej"

relacje
zakupy
potrzeby
pragnienia
zachcianki

To moje pierwsze, najbardziej oczywiste skojarzenia po lekturze „Mniej. Intymny portret zakupowy Polaków” Marty Sapały. Ciekawy projekt, a w zasadzie dobrowolny eksperyment i jego zapis. Decyzja o minimalizowaniu wydatków, kreatywne pomysły na bezgotówkowe życie.



Momentami wciągałam się w życie bohaterów, strony leciały szybko w lewą stronę. Czasem zatrzymywałam się, bo nie mogłam zrozumieć. Niespotykanego słowa, szyku zdań, skomplikowanego sposobu myślenia bohaterów. Zatrzymywałam się i myślałam „po co tak komplikować sobie życie?” A jeszcze częściej – kiedy oszczędzanie pomaga, a kiedy pochłania inne wartości?

Wiele było w książce tego, co lubię – pytań. Pytałam przy niej i patrzyłam na życie. I patrzenie z perspektywy tej książki przy mnie pozostało.

Tak, jak mniej oczywiste skojarzenia.

Rajskie jabłuszka
czarny pomidor
stylowe krzesła
reklama ogórków kiszonych
skąd jej to przyszło do głowy?

wtorek, 30 czerwca 2020

Dwanaście historii otulonych melodiami na Lucciola Ladies Rock Camp :)

Spisałam wrażenia z drugiego doświadczenia na Lucciola Ladies Rock Camp jeszcze zimą. Wrzucam je dziś, bo idzie nowe - Naga Naga LADIES MUSIC CAMP . Powrót do natury, tradycyjna muzyka połączona z nowoczesnością i wiele skarbów, które tylko Ty możesz odkryć. Może po moim wpisie zapragniesz zakosztować więcej muzyki w życiu? :)


Opuszki w lewej dłoni miękną. Regenerują się po tym, jak musiały się zmierzyć z determinacją i sześcioma metalowymi strunami. Przez cztery dni uczyły się wytrwale. Piątego zagrały koncert.

Prawa dłoń robiła ile mogła by uderzać w równym tempie. Nadgarstek przyswajał rytm a ramię go umacniało. Czasem kostka trafiała w złą strunę. Wtedy odsuwała się w cień dając przestrzeń palcom, które sprawnymi uderzeniami dawały rockowy popis.

W trakcie Luccioli grają nie tylko dłonie. Gra całe ciało, umysł i dusza. Muzyka pompuje krew, napina mięśnie, rozluźnia wydech. Emocje nie muszą się zatrzymywać na myślach, a myśli na emocjach. Wybrzmiewają w dźwiękach, akordach, riffach. Wibracje poruszają miejsca, o których nie pamiętałam, odkrywają krainy, których w sobie nie znałam. Dotykają serca.

Gdy opowiadam znajomym, na czym polega Lucciola, często patrzą na mnie z niedowierzaniem. Jakim cudem można się nie znać, a po kilku dniach zagrać własne utwory? Jak osoby, które pierwszy raz trzymają instrument, mogą po kilku dobach stanąć na scenie? I czy mamy na to sekretny przepis?

Wiara, że to możliwe przywiała mnie na letnią Lucciolę pół roku temu, a pragnienie doświadczenia tego ponownie – na zimową, zakończoną trzy tygodnie temu. To były różne nastroje, różne osoby, różny sposób komponowania utworów. Łączył je zachwyt. Nad tym, że każdy zespół stworzył coś niepowtarzalnego i nieoczekiwanego. Cztery zespoły, w cztero-pięcioosobowym kobiecym składzie przez trzy dni stworzyły po trzy utwory. Dwanaście historii otulonych melodiami.

Nie byłoby tego, gdyby nie sztab kobiet, które zapragnęły by więcej kobiet sięgało po instrumenty i tworzyło zespoły. Nie byłoby tego, gdyby nie kobiece serca dzielące się muzycznymi umiejętnościami. I pewnie nie trwałoby to długo, gdyby nie wytrwałość i szerzenie wizji grania w taki sposób.

Mnie Lucciola nie tylko zachęciła do gry, ale pomogła w nowy sposób doświadczać siebie i zobaczyć dotąd nieznane możliwości wokół mnie. To nie ostatni raz, gdy moje stopy zawitały na Luccioli. Mam nadzieję, że gdy kolejny raz wezmę w niej udział – spotkam również Ciebie :)


wtorek, 23 czerwca 2020

Zwalniam...

Zwalniam…



To było10 intensywnych miesięcy blogowania. W każdy wtorek i w każdą sobotę na stronę wskakiwał nowy post. Wiele było radości z pisania, dzielenia się i Waszych reakcji.

Dalej piszę. I dalej wiele osób chce to czytać. To dla mnie bardzo ważne.

Przyszedł do mnie teraz moment „zwolnij”. Chcę przy nim zostać i cierpliwie poczekać, aż zdoła wyrazić to, co chce wyrazić.

Dalej będę tworzyć, ale w zwolnieniu.

Dzielić twórczością będę dalej – tylko spokojniej – raz w tygodniu.

Mam nadzieję, że przyjmiecie moją decyzję.

I zostaniecie ze mną w obecnej formie bloga :)

sobota, 20 czerwca 2020

Czy to troska, czy...

Jeden krok,

drugi,

trzeci.

Wchodzę w życie drugiego. Martwię się jego zmartwieniami, cieszą mnie jego radości. Myślę o sobie – chodząca troska. Przejmuję się - przecież to normalne. Wzdycham nad jej wyborami, łapię się za głowę, gdy słyszę o jego wyborach.



Idę dalej.

Gdy otwieram oczy – w wyobraźni są jej oczy. Smutne, bo pokłóciła się z mężem. Więc dzwonię do niej. Dziwi się, bo przecież nie widziałyśmy się tyle lat. Ale i tak wypłakuje w słuchawkę. Wiem, co powiedzieć, żeby czuła się dobrze. Przecież się troszczę.

Zaglądam za zasłonkę.

Dostrzegam zamaskowany konflikt między przyjaciółmi. Drążę, dopytuję, zaciekawiam się. Nie rozumiem, czemu odwracają wzrok, gdy widzą mnie następnego dnia.

Czytam dalej. Twarze, gesty, ubiór.

Wiem więcej o nich, niż oni wiedzą o sobie.

Mimo że rzadko ich widuję. Widocznie do takiej wiedzy nie potrzebne są spotkania.

Co mną kieruje? No troska, a co innego?

wtorek, 16 czerwca 2020

Złość to złość, atak to atak

Złość jest wielką siłą, wielkim sygnałem ode mnie dla mnie, wielkim paliwem, który mogę wykorzystać na wiele sposobów. Jest moja. Dla mnie.

Atak jest skierowany przeciwko Tobie. Czasem w złości, czasem w lęku, czasem w zawiści… w zasadzie może być związany z każdą emocją z którą sobie aktualnie nie radzę. Z każdą, z której nie umiem skorzystać.

Złość komunikuje.

Atak krzywdzi.

No chyba, że się przed nim uchronisz.

Albo wyobrazisz sobie, że atakuję Cię mimo że jedynie przeżywam coś dla mnie ważnego.

I nie będziesz w stanie poradzić sobie z tym wyobrażeniem i swoimi emocjami.

I zaczniesz atakować.


A wszystko zaczyna się od tego, że traktujesz moją emocję jako skierowaną przeciw Tobie.

A przecież złość to złość.

A atak to atak.


sobota, 13 czerwca 2020

Nie rób nieswojego

Rób swoje

Żyj chwilą

Bądź tu i teraz





A przecież zawsze jestem tu i zawsze jestem teraz. Jestem żywa w każdej chwili i robię to, co moje.

No chyba, że czegoś nie widzę.

Na przykład tego, że robię nieswoje.



Całymi dniami rozwiązuję w głowie problemy innych ludzi. Snuję scenariusze, rozwiązania od A do Z, mediuję relacje rodzinne. W kółko chodzę i rozmyślam. I doradzam. I analizuję. Wchodzę w buty osoby X, Y i Z. Żyję życiem prawie wszystkich.

Nie żyję tylko swoim.

Moimi problemami już się nie zajmuję.

Ale przecież kimś się zajmuję.

Tak, to iluzja, którą czasem się karmię.

Coraz rzadziej, ale dalej karmię.


I coś czuję, że nie jestem w tym osamotniona.

wtorek, 9 czerwca 2020

Zima czasem przychodzi wiosną

Czasem przychodzi niespodziewana i nieproszona.

Jak nieoczekiwany gość, którego witasz w drzwiach mówiąc „dzień dobry” z gulą w gardle.

Ona przychodzi i chce zagościć.

Wiosenna zima.


Częstujesz ją herbatką, no bo inaczej nie wypada.

Ona zaczyna od tego, że dawno jej tu nie było i że zwykle przychodzi inną porą, ale „życie życiem i jest jak jest”.

Ty czujesz coraz więcej chłodu. I coraz bardziej sztywniejesz.

Ale patrzysz na nią. Nie możesz oderwać wzroku, chociaż bardzo chcesz. Sztywniejesz jeszcze bardziej.

A ona coś Ci mówi. Coś bardzo ważnego. Nie słowami, ale czuciem. A raczej brakiem czucia.


Bo ta zima to tylko metafora. Tego, co większość z nas doświadcza – jedni częściej, inni rzadziej. Jedni mocnej, inni słabiej. Doświadczeniem zesztywnienia, zamrożenia, unieruchomienia.

Ono nie ma słów, mówi jedynie tym, że nie czujemy.

A skoro nie czujemy, to dobrze się zatrzymać – zobaczyć co sprawia, że czucia brakuje.

I problem rozwiązać.


Monolog z książką - "Mniej"

relacje zakupy potrzeby pragnienia zachcianki To moje pierwsze, najbardziej oczywiste skojarzenia po lekturze „Mniej. Intym...