Przejdź do głównej zawartości

Posty

Smutkozmęczenie

Zapukało do mnie, a ja chyba nie zauważyłam, kiedy otworzyłam drzwi. Stało się to jakoś mimochodem, może w jakimś odruchu życzliwości. Weszło i popatrzyło dookoła. Zobaczyło, że jestem tuż po kilkudniowej służbowej podróży, po próbach współpracy z młodymi nastolatkami, w okresie w którym czuję wypalenie niektórymi z dotychczasowych zajęć. Dołączyło do mnie, gdy leżałam wpatrując się w chmury za oknem. Od pewnego czasu to jedno z moich ulubionych zajęć. Leżało i słuchało moich myśli. Kilku marzeń, garści niezrealizowanych pragnień, lekkiej niepewności, czy uda się pokierować przyszłością, tak by spotkały się one z realnością. Wpatrzyło się w podskakujące serce, wiecznie drżące dłonie i ugięte kolana. Powiedziało tylko, że jest. Że ma na imię Smutkozmęczenie i że towarzyszy mi w takich chwilach. A ja przyjęłam je do siebie i tak sobie leżymy. 

Najnowsze posty

List młodszej mnie o filozofii

Byłam w liceum.
Znajoma powiedziała, że planuje studiować filozofię. Zareagowałam standardowym "a co będziesz po tym robić?", odpowiedziała mocno i wybiła mnie z ówczesnego sposobu myślenia. Dwa lata później składałam dokumenty w tym samym instytucie.
W wakacje odwiedziłam Gdańsk, akurat rozpoczynał się Jarmark Dominikański. W jednym miejscu usiadł mężczyzna w kolorowych ubraniach z kartką "jestem filozofem". I siedział. Skrzywiłam się. Dziś dalej się krzywię na to wspomnienie. Wyglądam trochę inaczej niż on. Czasem też słyszę, że nie wyglądam na filozofa. Za to myślenie mam filozoficzne. I szlifuję je dalej.
Filozofia nie była moim marzeniem, ale zdecydowałam się po maturze dać jej szansę. Po roku studiowania napisałam do czasopisma "Fragile" poniższy tekst. Dziś pewnie byłby trochę inny, może dopracowany stylistycznie. Ale dalej go lubię, jest dla mnie jak list młodszej mnie. Dzielę się z nim również z Wami.

Powszechne o filozofii mniemanie Filozofia. Słow…

W gąszczu poradników z cyklu „jak żyć?”

W przeciągu ostatnich kilku miesięcy Ania przeczytała kilkanaście książek motywacyjnych, szukając inspiracji i pomocy w podjęciu decyzji co do dalszej pracy. W obecnej czuła się jak w klatce, w której nie da się oddychać. Z jednej strony chciała z niej uciec, a z drugiej nie wiedziała, co innego mogłaby robić. Wszyscy w rodzinie zajmowali się tym samym, od lat. I wypominali jej, że wybrzydza wymieniając powody, które sprawiały, że czuła się z życiem coraz gorzej. Nie wiedziała, jak żyć inaczej, więc zrobiła to, co zwykle – szukała odpowiedzi w książkach. 


Były wśród nich takie, które mówiły, żeby się naprawiła. Czytała je z oburzeniem, bo przecież nie była popsutą maszyną. Zadziwiała ją różnorodność, a nawet sprzeczność porad. Jedne mówiły o byciu egoistą, a inne o uszczęśliwianiu innych. Były takie, które dawały instrukcje obsługi siebie i innych – toksycznych idiotów. Albo takie przedstawiające skarpetki jako posiadające dusze i wymagające specjalnej opieki. Bez tej troski dla nich p…

Przesyt porad. Umysłowe less waste

To nie jest tak, że nie doceniam wskazówek, czy porad. Wiem, że wiele osób lubi porządkować świat sobie i innym. I że nawet jeśli te wskazówki czy porady są nieodpowiednie, to coś mogę z nich wyciągnąć.
Ale one też czasem hamują. Hamują to, co chce być usłyszane. Hamują to, co może być przeżyte. Mogą nawet stworzyć taki mur w rozmowie i uniemożliwić dialog. Taką szybę od której odbijają się słowa i wracają jak bumerang do tego, który potrzebuje być usłyszany.
A gdyby tak mniej dawać porady a więcej wsłuchiwać się w drugą osobę?

27 wpis, więcej pisania i czytelnicy

Byłam nastolatką, w domu miałam świeżo podłączony internet, znajdowałam różne blogi, pewnego dnia zaczęłam prowadzić swój. Były tam posty, które były zwykłą relacją z dnia. Były też literackie. Żałuję, że blog zaginął, ale na szczęście posłuchałam intuicji, która mi podpowiedziała, żeby kilka wpisów zachować w pamiętniku. Pamiętam, że gdy idąc do liceum zdecydowałam się na klasę medyczną, to kilkoro blogowych znajomych było w szoku i mówiło mi, że powinnam pisać. Zamiast tego nauka zastąpiła blogowanie.
Na medycynę nie poszłam, sama uznałam, że to nie miejsce dla mnie. Do bloga wiele razy chciałam wrócić, udało się to w tym roku. Chciałam więcej pisać i się tym dzielić. Z tygodnia na tydzień cieszyłam się coraz bardziej, że są osoby, które poświęcają swój czas, żeby przeczytać kilka złożonych przeze mnie zdań.
Mnie prowadzenie bloga bardzo pomaga pisać systematycznie. I pomogło się rozkręcić, więc tworzę więcej i częściej. Odkopuję też rzeczy, które spisałam trzy, pięć czy dziesięć l…

Zasięg 1%

Zdarza mi się jeździć w miejsca, w których nie ma internetu. Do sieci nie jestem podpięta non stop, bo mój telefon pamięta czasy starszych technologii. Korzystam z dostępu do niej – czasem więcej, czasem mniej. Jestem do tego przyzwyczajona i z wielu możliwości się cieszę. Jednocześnie po raz kolejny będąc w miejscu, w którym internet i telefon komórkowy nie są towarem pierwszej potrzeby – cieszę się z tego odłączenia.
Bo tak. W miejscu, w którym piszę ten tekst, zasięgu też nie ma. Można szukać przy drodze w kilku strategicznych punktach i pewnie przyjdzie moment, kiedy tak zrobię. Tak jak przyszedł moment, kiedy na kilka minut złapałam wi-fi w sąsiednim domku. Zajrzałam, pobyłam chwilę i tyle wystarczyło. Więc można uznać, że zasięg tu jest. Jakoś z 1%.
Czasem przechodzi mi przez głowę myśl, że codziennie wpuszczam w siebie masę śmieci scrollując facebooka. Albo oglądając śmiechowe filmiki na youtube. I pewnie tak szybko z tego nie zrezygnuję, bo to przecież nie tylko śmieci.
Ale…

Razem z pasją, razem w pasji

Czy masz pasję, którą nie oddychasz? W której się nie zanurzasz? Ja miałam. Ale zmieniłam to pięć lat temu. Dzięki spostrzegawczości znajomej trafiłam do Marii Kuli. Jej Perypetie znalazły stałe miejsce w moim życiu. Nauczyłam się wiele i dalej uczę od tej cudownej kobiety, która pomogła mi otworzyć się na nowe i piękne aspekty życia.
Ale lekcje i rozmowy z terapeutką powieści, jak lubię ją nazywać, to dla mnie za mało. Bo płuca mojego pisania potrzebują też oddychać spotkaniami z osobami podzielającymi moją pasję. Oczy potrzebują widzieć, że inni przechodzą to samo, a uszy słyszeć o spotkaniach z bohaterami.
Dlatego odkąd Maria zdecydowała się wprowadzić warsztaty pisarskie, wiedziałam, że i tam nie może mnie zabraknąć. Mam za sobą Wyjazd Pisarski Magiczny Ogród, Kurs pisania o podróżach na Sycylii, Wyjazdowy Warsztat Pisarski i Odosobnienie Pisarskie, z którego wróciłam dwa dni temu. Ważne jest dla mnie by być tam z ludźmi, dla których pisanie jest ważne, być świadkiem ich tworzenia …